Pogryzienie przez psa, spłonięcie w ognisku na wieczorze kawalerskim, kąpiel we wrzątku… Lista przyczyn utraty aparatów zdejmowanych (w tym aparatów retencyjnych i nakładek) jest długa, szeroka i kolorowa. Czasem ciężko się nie uśmiechnąć, słuchając w jaki sposób aparat zakończył swoją świetlaną karierę w ortodoncji. Jako higienistka stomatologiczna, pracująca na co dzień w gabinecie ortodontycznym, mam przyjemność udzielać instruktaży higieny z z różnymi rodzajami aparatów. Na przestrzeni tych 8 lat, lista rzeczy o których MUSZĘ powiedzieć pacjentowi nieco się wydłużyła.

Zdaję sobie sprawę, z tego, że zalecenia higieniczne są priorytetem jeżeli chodzi o naszą pracę, jednak wzbogacając je o kilka dodatkowych wskazówek, możecie zaoszczędzić pacjentom dużo stresu i dodatkowych wydatków w trakcie leczenia. Uwierzcie mi, że samo przekazanie informacji o tym „co robić” nie gwarantuje sukcesu. Wskazówki „czego nie robić” potrafią być równie cenne, a dodatkowo mogą uratować kilka akrylowych żyć 🙂

Jeżeli zastanawiasz się, co jeszcze powinno się znaleźć na Twojej checkliście przy oddawaniu aparatu zdejmowanego/retencyjnego, zastanów się nad tymi zagadnieniami.

Oto lista najczęstszych błędów popełnianych przez pacjentów, przed którymi możesz ich przestrzec:

Dezynfekcja „na gorąco”

To chyba najczęściej przewijająca się przyczyna zniszczenia aparatu. Do wyparzania wrzątkiem posuwają się najczęściej rodzice, którzy nie mogąc znieść widoku i zapachu nie mytego regularnie aparatu, uznają ten zabieg za jedyny słuszny. No bo jak inaczej zabić te hordy bakterii na jego powierzchni?. Uprzedźmy pacjenta i zaznaczmy w zaleceniach, że czyszczenie aparatu powinno odbywać się regularnie, środkami do tego przeznaczonymi i tylko w letniej lub chłodnej wodzie. Wyparzanie wrzątkiem spowoduje deformację aparatu (tak samo nakładek z foli termoformowalnej). Czasem pacjenci uparcie próbują nosić takie aparaty, co może zniweczyć dotychczasowe wyniki leczenia. Najczęściej jednak, na szczęście, aparaty deformują się na tyle, iż jest to niemożliwe. Należy również uprzedzić pacjentów, aby na czas picia gorących napojów również wyjmowali aparat z ust.

Pozostawianie aparatu bez pudełka.

Od momentu oddania aparatu zdejmowanego/retencyjnego/szyn koniecznie poinformujmy pacjenta o fakcie, iż aparat może znajdować się tylko w 2 miejscach na świecie: w jamie ustnej albo w pudełku. Wyrobienie nawyku chowania aparatu do pudełka nie tylko utrudnia jego zgubienie, zabrudzenie (np. okruszkami znajdującymi się w kieszeni kurtki), stanowi barierę ochronną przed zwierzętami i młodszym rodzeństwem, ale również chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi. Wykruszenie nawet fragmentu akrylowej płyty lub zdeformowanie elementów metalowych (np. łuku wargowego czy klamer) może znacząco wpłynąć na utrzymanie aparatu w jamie ustnej, a nawet wywołać powstanie niepożądanych sił w działaniu aparatu. Pudełko powinno być zawsze suche i czyste, a dodatkowo musi posiadać otwory wentylacyjne. Zwróćmy uwagę na to w czym pacjenci przynoszą swoje aparaty na wizytę: woreczki foliowe, pudełka śniadaniowe, które mogą pomieścić 2 daniowy obiad czy szczelne pudełka na żywność odpadają. Aparat to również nie księżniczka na ziarnku grochu – nie trzeba wyścielać pudełka watą, chusteczkami ani ręcznikami.

Lekceważenie atrakcyjności aparatu dla zwierząt domowych.

Moje wypytywanie o posiadanie zwierząt domowych niektórym pacjentom może wydawać się co najmniej podejrzane, bo w sumie co ma piernik do wiatraka… Oj ma! Na podstawie moich doświadczeń i zasłyszanych historii, wszystkie aparaty w zwierzęcym otoczeniu stają się „aparatami z grupy ryzyka”. Coś co pacjent nosi w buzi, czasem wyjmuje, często zakłada ponownie tuż po jedzeniu, przybiera dla takiego np. psiaka wymiar „must have” sezonu. Wydaje się Wam, że odłożenie retainera na bezpieczną wysokość stanowi dla niego wystarczające zabezpieczenie? O naiwni… Znam historie psów, które nauczyły się chodzić po meblach, byle tylko zdobyć to akrylowe coś! Radzę również uważać na koty. Posiadacze złotych rybek. żółwi i królików są bezpieczni.

Osuszanie aparatu chusteczkami / ręcznikami jednorazowymi po umyciu.

Spieszę z wyjaśnieniem, że oczywiście aparat po umyciu ląduje albo w buzi pacjenta albo w pudełku. Aby aparat mógł zostać schowany do pudełka musi być suchy! Kto nie poczuł nigdy woni wilgotnego, niedomytego aparatu, ukiszonego w pudełku nie ma czego żałować. Uczulam jednak pacjentów, by aparat zostawić do wyschnięcia ale nie zawijać w chusteczki lub ręczniki jednorazowe, formując coś co w wyglądzie przypomina potencjalnego „zasmarkańca”. Nie zdołałam policzyć ile aparatów właśnie w ten sposób zakończyło karierę na dnie kosza na śmieci. O jednym wiem, że w ten sposób spłonął w ognisku…

Upieranie się przy bezbarwnym akrylu

Niby nic, a ile stresu potrafi przysporzyć pacjentowi. W momencie kiedy nie mamy wpływu na kolor aparatu (np. szyny termokurczliwe, które z reguły mają być przeźroczyste) mówi się trudno i sumiennie stosuje się do punktu 2 niniejszego artykułu. W momencie kiedy mamy do czynienia z pacjentem małoletnim lub roztargnionym dorosłym, gorąco polecam kolory i wzory. Po pierwsze, by zmotywować pacjenta do noszenia. Po drugie, by zminimalizować ryzyko zgubienia. Uwierzcie mi, że akryl w kolorze clear jest tak CLEAR, że bardzo ciężko namierzyć aparat leżący na dywanie czy kolorowym obrusie.

Samodzielne „rekonstruowanie aparatów”

Tutaj pole do popisu mają gorliwi ojcowie, którzy uzbrojeni w kombinerki, obcęgi i pilniki są w stanie usunąć każdy element, który może przeszkadzać dziecku. Historię o wypiłowanej do gołego akrylu zaporze dla języka będę chyba opowiadać do późnej starości. Najczęściej taki aparat nie spełnia już swojej roli i wymaga powrotu do technika lub nawet wykonania nowego. Warto przy oddawaniu aparatu i udzielaniu instruktarzu higieny poświęcić chwilę, aby wyjaśnić zasadę działania poszczególnych elementów. Zwiększa to zaangażowanie pacjentów w proces leczenia, a ze świadomym pacjentem współpracuje się dużo lepiej. Nawet jeżeli coś musi uwierać.

Zdaję sobie sprawę, że tych punktów może być dużo więcej. Wybrałam dla Was te, które zdarzały się najczęściej i zdecydowałam się na stałe włączyć je do swojej instruktażowej listy. Człowiek uczy się na błędach. Niekoniecznie muszą to być nasze błędy, które dodatkowo mogą sporo kosztować (ten pies, który nauczył się chodzić po meblach zdobył retainer 3 razy :).

Jeżeli myślisz, że możesz już usiąść w bujanym fotelu i zrelaksować się, bo lista zagrożeń dla aparatów zdejmowanych, którą właśnie zaktualizowałaś została zamknięta, to pewnie niedługo pojawi się ON…pacjent… cały na biało… i oświadczy „Nie zgadnie Pan/Pani co się stało z moim retainerem…”.

A może Wy poszerzycie tą listę o swoje obserwacje? Chętnie zaktualizuję moją listę 🙂

Autorka tekstu: hig. stom. Katarzyna Turyła

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *